Wyruszyliśmy rano autobusem i dotarliśmy punktualnie o południu. Co było pierwszym zadaniem po wyjściu z autobusu? Czas ucztować! Natychmiast pojawił się ogromny bankiet z owocami morza – sterty krewetek, krabów i skorupiaków ułożone wysoko. Kto by się przejmował kaloriami, mając przed sobą taki posiłek? Po posiłku cała grupa zbiorowo weszła w „tryb drzemki” – tylko po to, by godzinę później obudzić się z nowymi siłami, w pełni naładowani energią.
O 15:00 wkroczyliśmy na plan zdjęciowy filmu *Syrena*. Szczerze mówiąc, krajobrazy były naprawdę oszałamiające, a woda miała niesamowicie żywy, zielony kolor. Moi koledzy natychmiast przeobrazili się w „fotografów-amatorów”, robiąc sobie nawzajem zdjęcia, aż zebraliśmy wystarczająco dużo materiału, by wypełnić nim cały, dziewięciosiatkowy kolaż na naszych profilach w mediach społecznościowych.
Następnie wsiedliśmy do autobusu wycieczkowego na plażę, gdzie przez dwie godziny pluskaliśmy się w wodzie. Danie główne dotarło o 18:00: bufet z grilla przy plaży. Skrzydełka kurczaka, krewetki jumbo, szaszłyki mięsne, pieczarki, warzywa… ponieważ sami wszystko grillowaliśmy, nawet lekko spalone kawałki smakowały wyśmienicie. Z pełnymi brzuchami i zaspokojonym pragnieniem zameldowaliśmy się w hotelu o 21:00. To był tak napięty dzień, że prawie wszyscy zasnęli w chwili, gdy tylko głowa dotknęła poduszki – to chyba to błogie uczucie „tak zmęczenia, że zapomina się o wszystkim innym”.
Po śniadaniu drugiego dnia zebraliśmy się na plaży i połączyliśmy w pary, aby wyruszyć kajakami. Nie było przesadą nazwać to „szklanym morzem” – patrząc w dół, można było wyraźnie zobaczyć skały leżące pod powierzchnią wody. Podczas wiosłowania grupa naturalnie gromadziła się w grupy, by angażować się w wodne bitwy i zabawy w bumper boaty – wyglądaliśmy jak stado dziko biegnących kaczek!
Dwie godziny później wyszliśmy na brzeg, znów czując głód. Wtedy właśnie przynieśli ogromny garnek „Gęsi duszonej w żelaznym garnku”. O rany – aromat był absolutnie boski! Rzuciliśmy się do środka, chwytając kawałki mięsa gołymi rękami – po co pałeczki, skoro jedzenie jest tak pyszne? Po jedzeniu czuliśmy się tak syci, że chcieliśmy po prostu położyć się płasko na ziemi.
Popołudnie przyniosło jeszcze więcej emocji: gokarty! Każdy z nas miał swój gokart; bezpieczeństwo było najważniejsze, oczywiście – ale prędkość była na drugim miejscu, a „zachowanie twarzy” na trzecim. Wyprzedzaliśmy się na zakrętach i śmigaliśmy na pełnym gazie po prostych; po przejechaniu okrążenia wszyscy krzyknęli chórem: „To nie wystarczyło – zróbmy to jeszcze raz!”. Zaraz potem nastąpił radosny trening na trampolinach – wspinaczka po ściankach, wyzwania ze skakanką i gry grupowe – które zapierały dech w piersiach ze zmęczenia, a jednocześnie uśmiechały się tak szeroko, że bolały nas twarze.
O 17:00 zachód słońca nad plażą zadebiutował jak na zawołanie, wywołując kolejną falę fotografowania. Tego wieczoru zebraliśmy się w sześcio- lub siedmioosobowych grupach przy stołach; apetyty były tak wilcze – jakbyśmy nie jedli od trzech dni – że w rekordowym tempie pochłonęliśmy każdy skrawek jedzenia. Wieczorem ponownie wcześnie poszliśmy spać, odpoczywając i regenerując siły przed ostatnim dniem.
Po śniadaniu ostatniego dnia udaliśmy się na wycieczkę do zatoki „Sea of Clouds Angel Bay”. Modny, mały pociąg turystyczny sunął leniwie, dając wszystkim mnóstwo czasu na zapozowanie do zdjęć. Godzinę później udaliśmy się do starożytnego miasta Dapeng – z 600-letnią bramą miejską, brukowanymi uliczkami i niepowtarzalnym urokiem kultury hakka – co czyniło je idealnym miejscem na relaksujący spacer. Moi koledzy zebrali się na grupowe zdjęcie; spacerując po starych uliczkach, poczuliśmy się, jakbyśmy cofnęli się w czasie.
W porze lunchu delektowaliśmy się kolejną wystawną ucztą z owoców morza w pobliżu – odpowiedni sposób na oficjalne pożegnanie z oceanem. O 14:30 nasz autobus odjechał w drogę powrotną. Niedługo po wejściu na pokład w całym autobusie zapadła cisza – wszyscy zasnęli, a uśmiechy wciąż gościły na ich twarzach. Prawdopodobnie wciąż marzyli o kajakarstwie albo wyścigu o ostatnie grillowane skrzydełko kurczaka.
Nasz trzydniowy wyjazd integracyjny był pełen nieokiełznanej zabawy, pysznego jedzenia i – co trzeba przyznać – prawdziwego fizycznego wyczerpania. Jesteśmy głęboko wdzięczni firmie za zorganizowanie tego wydarzenia i wszystkim współpracownikom za to, że dali z siebie wszystko. Oczywiście, największą wdzięczność zawdzięczamy klientom i przyjaciołom, którzy niezmiennie obdarzają nas zaufaniem i oferują nam wsparcie – Wasze uznanie jest prawdziwym źródłem naszego niesłabnącego rozpędu.
Guangdong Baizhilin New Materials Technology Co., Ltd. będzie nadal dążyć do rozwoju, dostarczając Państwu — naszym najbardziej zasługującym partnerom — jeszcze lepsze produkty i usługi.
W ramach naszej kolejnej przygody team-buildingowej znów razem popływamy! 🌊
Rozwiązanie
Skontaktuj się z nami
E-mail: info@gzbozlin.com
Telefon komórkowy: +86-13433945529